Jak ja nienawidzę tego słowa, najchętniej usunęłabym je ze słownika. Budzi we mnie niechęć i odrazę.
Pomijając ten nieprzyjemny wyraz, czuję, że robię postępy. Konkretnie w bieganiu.
Ja to liczę mniej więcej w "minutach ciągłego biegu bez zatrzymywania się".
Taka moja jednostka. Potrafię już tak biec bez ustanku przez siedem minut. Jak na mnie to naprawdę mega progress!
Jeżdżę też na rowerze, aaale...to dla mnie żaden wyczyn, bo mało się przy takiej aktywności męczę.
Za to mam nieźle wyrobione nogi. Teraz tylko spalić z nich tłuszczyk, który przykrywa te mięśnie.
Zdrowe odżywianie. Tutaj na razie nie jestem wybitna i nie popisuję się kuchennymi umiejętnościami. Naleśniki robię "na oko", do sałatki wrzucam warzywa jakie popadnie, tak samo z przyprawami.
Jak to jest ilościowo? Staram się jeść co 3-4 godziny. O dziwo, najadam się. Mam niezłe samozaparcie.
Nooo...jak na człowieka, który do tej pory potrafił wpier..... około 4000 kalorii dziennie i przespać w ciągu dnia 2-3 godziny.
Kiedy patrzę tak wstecz, nawet te 2 tygodnie do tyłu...wcale się nie dziwię, że ważę jakieś 64 kilo przy 1.54 m wzrostu.
Stale mam przed oczami tą trzysnasto czy też czternastolatkę (już nie pamiętam kiedy to było), która zamówiła w maku cztery zestawy Happy Meal.
I próbowała to wszystko zjeść na raz (*)
![]() |
| Wtedy też tyle ważyłam, ale chyba byłam nieco niższa. |
Nie mam wpływu na to, jaki mam nos i rozmiar buta to chociaż może sylwetkę sobie ogarnę.
Uważam, że nie warto sobie wciskać kitu, że "schudnę do lata". Bo zapewne nie schudnę tyle, ile bym chciała. Za to mogę powoli, spokojnie, zdrowo zrzucać tą nadwyżkę tłuszczyku.
Grrr...tłuszczyk. To brzmi jakby ktoś próbował ironicznie przezwać swojego wroga nadając mu słodziutkie zdrobnienie.
Co więcej? Piję dużo wody. Nie muszę się do niej przekonywać, po prostu jest mi piekielnie gorąco, więc piję.
Przepadam wręcz za dodawaniem do wody soku z cytryny i listków mięty.
Do działania motywuje mnie Marysia, z którą prowadzę stronkę FITmotywacja.
Oraz ludzie, którzy udzielają się pod postami. Facebook tnie zasięgi, dlatego jest nas garstka, ale może to i lepiej?
Zaangażowałam się mega w prowadzenie Instagrama, może aż za bardzo?
Z doświadczenia wiem, że nie warto się w nic angażować ponad swoje siły, ponieważ z czasem motywacja schodzi szybko jak powietrze z przebitej dętki.
W ogóle to wszystko z czasem przemija!
#teamvanitas
Przerażają mnie te moje brwi, czas się wybrać do kosmetyczki o.O
Iii paznokcie. Ale przeraźliwie boję się długich szponów :o




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Hejka ^^ Jeśli chcesz skomentować wpis, upewnij się, że przeczytałaś/przeczytałeś cały. Nie potrzebuję spamu bylejakimi komentarzami z dopiskiem "zapraszam do mnie" :)