grudnia 10, 2017

No to już wie...

 Nie wyszłam dzisiaj nawet z domu. Późno wstałam. Około godziny 11:00. Mama pojechała do kościoła i już tata musiał poruszyć temat, dlaczego nie pojechałam. Nie było wyjścia i musieliśmy na ten temat podyskutować. Ja nie przekonałam jego, on nie przekonał mnie i na tym się powiedzmy skończyło. Ale teraz sytuacja będzie wyglądała tak jak z mamą. Przy każdej możliwej okazji będą wracali do tego tematu i próbowali mnie na siłę przekonać. Wiara to tradycja i już. Tylko dlaczego ja mam w tym siedzieć, nie próbuję nawet przekonywać ich, że są w błędzie, jednak oni swoje. Dowiedziałam się w ogóle, że tata nie przeczytał Biblii. Kiedyś twierdził, że przeczytał. Hmmm...i podobno Biblii nie da się przeczytać w całości, bo się z niej nic nie zrozumie tylko trzeba ją studiować. Ale w jaki sposób poznać prawdę "na wyrywki" ? I znowu było "Patrzysz tylko na negatywy!" Ja uważam, że trzeba wziąć pod uwagę całość, a nie tylko dobre rzeczy. Weźcie mi nasłodźcie fajnymi wersetami, a ja się poraduje i będę happy, że Bóg mnie kocha i nie powinnam grzeszyć. Seriously ? No chyba nie. Tata sobie wmawia, że jest grzeszny i nie wytłumaczysz mu, że bez względu na wiarę człowiek może postępować dobrze albo źle. Moralnie albo niemoralnie. Nieeee, postępując źle i niemoralnie popełniamy grzechy! No ścisnęło mnie trochę w środku. Nie podyskutuję z nimi. Ja im zadaję jakieś pytanie, oni robią kółeczko i stawiają zarzuty podnosząc ton głosu. Przecież nie chcę konfliktów. Nie chcę się kłócić. Dlaczego mnie prowokują ?
 Już wystarczy. Na razie spokój i wzięcie moich poglądów za żart. Pewnie myślą "Ma kryzys. Przejdzie jej." No nie sądzę. 
 Teraz serio już wystarczy. Przestaję się powoli bać. Coraz więcej we mnie odwagi. Zaczynam inaczej postrzegać świat i to, jak ludzie mnie postrzegają. Jestem tym typem człowieka - albo się mnie lubi albo skrycie nienawidzi ;) I podoba mi się to. 
  Zainteresowała mnie geografia. Może nie każde zagadnienie na sprawdzian, ale lubię robić notatki.
Chociaż właściwie odkryłam to dopiero godzinę temu. Tak, godzinę temu zaczęłam sporządzać dopiero notatki. Może się nauczę do północy. Mam wielką nadzieję, że sporo zapamiętam.
 Zjadłam dzisiaj wszystkie ciastka. Postanowiłam, że do świąt nie będę jadła słodyczy. Dam sobie słowo, że nie będę. Trzeba też ograniczyć smażenie (chociaż warzywa na patelnię są najlepsze z patelni, tofucznicę bym zrobiła, ale wymyślę coś innego z tego tofu)
 Muszę zacząć wreszcie ćwiczyć. Za mało się ruszam. Znowu czas mi zżerają głupoty. Mam dwa postanowienia //nieee noworoczne, po prostu postanowienia.
 1. Zacząć traktować swoje ciało jak świątynię.
Nie jeść śmieci, nie zapychać tej świątyni bożkami, co za dużo to nie zdrowo (iksde)
2. Traktować naukę jak rozrywkę.
Jak hobby. Przecież hydrosfera jest taka ciekawa! Ale te pojęcia. Grrrr...
Gdyby była jakaś sztuka z tym związana to z pewnością by mnie to zafascynowało.
Ja tam bym chciała liceum o profilu aktorskim chyba. 



Sylwia
Copyright © Syljens , Blogger