Postanowiłam napisać jakieś refleksje
Ludzie często się nie zastanawiają jak to jest być kimś
O co mi chodzi ? Mam na myśli to, że jesteśmy uświadomieni o tym, w jakich warunkach ktoś żyje
Że nie ma wpływu na swoją sytuację, ponieważ jest osobą niepełnoletnią
Nie ucieknie przecież z domu, bo niby dokąd ?
Jednak osoby dookoła zamiast zaoferować pomoc, przyjść, porozmawiać, zaprosić do siebie, spróbować zrozumieć!
Stwarzają problemy, krytykują, patrzą się spod oka i nawet nie próbują postawić się na miejscu "poszkodowanego", tak to nazwijmy.
Ba! Nie raz tak się zdarza, że wyobcowują takiego człowieka, izolują się prawie od niego
Bo wstyd przez sąsiadami, dalszymi znajomymi, boją się odpowiedzialności, szukają powodów do odmawiania takiej osobie pomocy.
Denerwuje mnie to niezmiernie. Mam ochotę krzyczeć takim osobom w twarz, że postępują niemoralnie, niewłaściwie. Ale co mi to da ? Nic. Wielu ludzi jest na coś takiego głuchych, jak pień.
Zarazem mają świadomość, że sami nie są święci, że kłamią, postępują niewłaściwie. Nie próbują jednak temu przeciwdziałać, zmieniać się.
Przyznawać się do popełniania błędów to jedna rzecz. Co z tego, że powiesz "Mój błąd, przepraszam." Spróbuj się naprawić! Nie sztuką jest zauważać swoje wady, o ile to możliwe, powinno się z nimi walczyć.
Takie banały, które wyprawiłam powyżej, wie każdy. Dlaczego jednak tylu ludzi to ignoruje ?
Nie kładź komuś i sobie kłód pod nogi. Co więcej, jeśli takie zobaczysz - zabieraj je!
Zwracaj się do osób, które tego potrzebują! Udzielaj pomocy. Nie kojarz sobie pomocy od razu ze sferą materialną. Zwykła rozmowa, dwa zdania mogą kogoś podnieść na duchu. Nie lituj się też na kimś, nie żałuj kogoś. "Współczuję Ci" to też nie raz zbędny zwrot. Powiedz, że wiesz jak jest i że rozumiesz. Powiedz, że podziwiasz postawę osoby, która jest w trudnej sytuacji. Zastanów się przede wszystkim czy ty, będąc w takiej sytuacji, dałbyś, dałabyś radę. Bo może nie, a jednak wyśmiewasz taką osobę, szukasz w niej samych wad.
Nie interesuje mnie czy jesteś osobą wierzącą czy niewierzącą. Liczy się dla mnie to, czy jesteś dobrym człowiekiem. Czy postępujesz moralnie czy niemoralnie.
Wiedz o tym, że modlitwa nie pomoże. Tak, kontrowersyjne stwierdzenie
Modlitwa
nie
pomoże
Tylko działanie. Klękniesz w kącie, nie odezwiesz się do potrzebującego, ale złożysz dłonie i wypowiesz jakieś zdania. W jakim to ma być celu ? Jak to pomoże temu człowiekowi ? "Zawiesi nad nim aurę dobra" ? Sprawi, że jego sytuacja się polepszy ? Nie sądzę. I nie wmawiaj sobie kurwa, że kiedy osobie w ciężkiej sytuacji się poprawiło to twoja zasługa. Bo tak nie jest! Albo to działanie osób z zewnątrz, albo to działanie ludzi mieszkających z tą osobą albo to działanie dokładnie tej potrzebującej osoby. Twoje działanie by było wtedy, gdybyś zwrócił/zwróciła się bezpośrednio do potrzebującego/potrzebującej lub pomogła w sposób fizyczny, np. materialnie. Racjonalne, logiczne myślenie naprawdę nie boli.
Dziękuję za uwagę. Mam nadzieję, że tym postem skłoniłam Cię do zastanowienia się nad swoimi czynami. Sama jednocześnie zaczęłam się zastanawiać jakie są działania ludzi dookoła mnie, a jakie moje wobec potrzebujących, mających ciężko w życiu.


Przez większość gimnazjum byłem zwykłą szarą myszką, która była wyśmiewana przez ludzi szkolnych jak i nauczycieli. Nie chcę się nad tym rozpisywać bo to jest naprawdę zbędne wspomnienie z mojej ponurej przeszłości. Gdy poszedłem do liceum role się odwróciły. Ludzie zaczęli mnie doceniać jako osobę, nie jestem obgadywany ani krytykowany. Gdy na szkolnym korytarzu spotkam osobe która izoluje się od innych, czuje się nieśmiało lub po prostu się boi- staram się jej pomóc, porozmawiać, poznać ją z innymi fajnymi ludmi.
OdpowiedzUsuńNiektórzy emanują strasznie złą energią, może nie to że nie widzą zła, i bólu osób trzecich. Moim zdaniem boją się ukazywać pomoc.... Dlaczego? Nie mam pojęcia.
Fajnie że podjęłaś taki problem na blogu. Szanuję i obserwuję - widzę że mądre tematy podejmujesz.